Nawet gdybym dostała miesiąc urlopu na wykoncypowanie, jak może wyglądać początek sezonu w kobiecym peletonie uszczęśliwiający zorientowanych kolarzystycznie Polki i Polaków, nie wymyśliłabym wydarzeń minionego tygodnia. I kiedy już się wydawało, że więcej pozytywnych wieści napłynąć nie może, stało się inaczej.

Kasia Pawłowska Mistrzynią Świata w wyścigu punktowym! Londyn, 5 marca 2016 roku. Fot. Andrzej Piątek / Polski Związek Kolarski

Kasia Pawłowska Mistrzynią Świata w wyścigu punktowym! Londyn, 5 marca 2016 roku.
Fot. Andrzej Piątek / Polski Związek Kolarski

W niedzielny wieczór nadszedł był njus, że Maja Włoszczowska wygrała klasyfikację generalną brazylijskiej etapówki Copa Internacional de MTB. Mało jej było, że opędziła generalkę, wygrywała także na każdym z trzech etapów! (klik). Tak umi tylko Majeczka, która w filmie Agnieszki Goli-Rakowskiej wypowiada znamienną kwestię (klik):

Niezależnie od tego jak się czuję podczas wyścigu czy coś się dzieje to mam taką zasadę, że się nie wycofuję i walczę do samego końca, bo po pierwsze poddawanie się bardzo szybko wchodzi w krew i następnym razem jak tylko nóżka zapiecze, już będą myśli – to nie jest mój dzień i nie ma sensu walczyć, a po drugie meta jest dopiero na kresce i do tej mety może się wiele wydarzyć.

Torówki rządzą!

Hopam z „daleko od szosy” na tor. Takie miałam przez lata zamarzenie, żeby o naszych torowych dziewczynach było w mediach głośno. Bo one przy niewielkich pieniądzach, jakie wykłada się na ich szkolenie i treningi, wciąż i wciąż są w światowej czołówce. I nie odpuszczają, cokolwiek się dzieje. Dobrze czy źle.

I działo się również, dobrze, a nawet bardzo dobrze w Londynie podczas Mistrzostw Świata. Zaczęło się od srebra Gosi Wojtyry w wyścigu na dochodzenie. W czwartek, 3 marca Gosia stanęła do starcia z Australijką Rebeccą Wiasak. Gosia zapowiedziała, że bez walki się nie podda i dokładnie tak właśnie było! Dała z siebie wszystko. Rebecca okazała się szybsza, ale Gosia zdobyła pierwszy w swojej karierze srebrny krążek Mistrzostw Świata. W wywiadzie, który miałam zaszczyt z Gosią przeprowadzić do styczniowego wydania SZOSY (klik), na pytanie o to, czy kolarstwo torowe jest ciężką dyscypliną odpowiedziała:

Bardzo ciężką. Jak każda dyscyplina uprawiana wyczynowo, na światowym poziomie wymaga wielu wyrzeczeń, ciężkich treningów, starty nie są lekkie, właściwie nigdy nie ma lekko. Wiele osób, zawodniczek i zawodników, nie daje rady i kończy się ścigać bardzo wcześnie. Kiedy ktoś staje na podium (…) łatwo zapomina się, że do tego miejsca doprowadziła go bardzo długa, wyboista droga.

Ale Gosia nie zamieniłaby tego sportu na żaden inny. A jeszcze się zadziwiłam, że nie startuje w omnium podczas czempionatu w Londynie. Okazało się, że mimo 7. miejsca w Pucharze Świata nie przyznano jej prawa startu, bo nie brała udziału we wszystkich trzech edycjach. UCI nie uznała również za stosowne przyznać Gosi „dzikiej karty”. Efekt? Oddam głos samej Gosi (klik):

Ponieważ dwie z moich rywalek nie zdobyły wystarczającej ilości punktów, aby przeskoczyć mnie w rankingu, tam samym Polska plasuje się na miejscu 7. z Europy na osiem, które zdobywają kwalifikację! Podsumowując, w Rio zobaczymy Polki zarówno w wyścigu drużynowym na 4000 m, jak i w omnium!

Same radosne wieści. Ale to nie ich koniec. W sobotę, popołudniową godziną Kasia Pawłowska w Londynie walczyła w wyścigu punktowym. Przyjemnie było patrzeć jak jedzie, pewna siebie, kontrolująca wyścig, zbierająca punkty na premiowanych okrążeniach. Pani Profesor z Przygodzic nie miała żadnych wątpliwości, kiedy jechać na zabój i doliczać do swojego konta kolejne oczka, a kiedy odpuszczać i oszczędzać siły. Było nie było tam jest do przejechania aż 20 km! Trzeba mieć nosa i zmysł taktyczny. Jak Kasia.

Kasia jest już złotą medalistką z MŚ w Melbourne z 2012 roku i z Mińska w 2013, obydwa medale wywalczyła w scratchu. W Cali w 2014 roku zdobyła srebro, także w scratchu. W Grenchen w 2015 roku podczas Mistrzostw Europy w wyścigu punktowym sięgnęła po złoto, a w tym roku w Londynie została Mistrzynią Świata!

Wszystko rozgrywało się na finiszach. Wyścig był szybki. Do ostatniego finiszu wiedziałam, że musiałam być za Kubanką, a najlepiej z nią wygrać

– powiedziała Kasia w wywiadzie dla TVP Sport (klik).

W sumie na Igrzyska do Rio torówki pojadą walczyć w wyścigu drużynowym na dochodzenie i w omnium, jak już zostało powiedziane. A z Londynu, oprócz medali Kasi i Gosi torówki przywiozły także rekord Polski, który ustanowiła drużyna kobiet w wyścigu na dochodzenie (w składzie: jedna z ulubienych cioć mojej łyżwy, czyli Edyta Jasińska oraz Justyna Kaczkowska, Kasia Pawłowska i Daria Pikulik). Dziewczyny 4 km przejechały w czasie: 4.27,165. A Gosia Wojtyra w wyścigu indywidualnym na dochodzenie ustanowiła swój rekord życiowy, 3 km pokonała w czasie: 3.34.519.

Na torze pojawiła się także, po przerwie i deklaracjach, że z torem koniec, Gienia Bujak. I to także wielce ucieszyło mój suport, co go mam zamiast serca! Choć przed samym startem było dramatycznie, a nawet bardzo dramatycznie (klik), Gienia czempionat podsumowuje dwoma zdaniami:

Wystartowałam, byłam częścią drużyny. Polska kadra kobiet jedzie na IO do Rio!

Michał chciałby mieć na imię Kasia

W sobotę w Toskanii wystartował, po raz drugi w dziejach, kobiecy Strade Bianche. Rok temu Kasia Niewiadoma była w nim szósta. W wywiadzie dla najnowszej SZOSY (klik), która dostępna będzie od 9 marca (a w zasadzie już 8 marca, w Dzień Kobiet można zaglądać do kiosków i empiku), powiedziała o zeszłorocznym wyścigu po białych drogach:

Bardzo cierpiałam przez całą trasę. Był to chyba najtrudniejszy wyścig, jaki kiedykolwiek jechałam. (…) Oczywiście, mam w głowie myśl, że skoro wtedy ukończyłam Strade Bianche na szóstym miejscu, to teraz nie chcę zejść poniżej tego wyniku.

I co? I była druga! Przyjechała tuż za Lizzie Armitstead, której nie dała rady pod podjazdy na metę w Sienie.

Próbowałam wszystkiego, kiedy jednak odjechała, nie byłam w stanie za nią pognać. Jej atak był bardzo dynamiczny, zasłużyła sobie na to zwycięstwo

– powiedziała Kasia (klik).

Brytyjka objechała Kasię niczym Michał Kwiatkowski Petera Sagana w 2014 roku. Ale sama Kasia stwierdziła, że to i tak był piękny wyścig, a zwycięstwo obecnej mistrzyni świata, której klątwa tęczowej koszulki w żaden sposób się nie ima, w pełni zasłużone.

W ucieczce z Lizzie i Kasią była także Emma Johanson, która szczególnie się nie wysilała, czekała bowiem, aż dojdzie je grupa pościgowa, w której była jej kolegotka z teamu, w którym jeździ od tego roku, Wiggle High5, Elisa Longo Borghini. Warto dodać, że Małgosia Jasińska wywalczyła w tym morderczym wyścigu 13. miejsce!

A co ma do tego Michał, poza objechaniem Sagana? Na swoim facebookowym profilu (klik) napisał, że:

Gdybym na drugie miał na imię Kasia, to dziś z pewnością poszłoby mi lepiej. Gratulacje dla obu Pań.

Tak jak nie mogłam sobie wymarzyć lepszego początku sezonu dla naszych kolarzystek, tak nie mogłam sobie wyobrazić nawet znakomitszej, niż ta od mistrza świata z 2014 roku, rekomendacji i uznania dla kolarzujących kobiełek. Dzięki za szacunek dla wysiłku dziewczyn, Michał. Mam nadzieję, że pozostali panowie, dla których dotąd były to „tylko jakieś tam wyścigi kobiet” pójdą w Twoje ślady i spojrzą na kolarzujące kobiełki z należnym im uznaniem.

Bo w czym wysiłek kobiełek różni się od tego, który w swoje treningi, starty, a niekiedy, ku naszej, kibiców radości w zwycięstwa wkładają kolarzujący panowie? Naprawdę w niczym. Ot, taki sam hardcore.

greten

Kasia Pawłowska zdobywa złoty medal Mistrzostw Świata w wyścigu punktowym:

Gosia Wojtyra zdobywa srebro Mistrzostw Świata w wyścigu indywidualnym na dochodzenie:

Kasia Niewiadoma wjeżdża na drugim miejscu na metę Strade Bianche: