Cisza w eterze, sezonu w tym roku nie będzie, czy co? Nie dajcie się zwieść. To cisza jest przed eksplozją formy naszych kolarzystek, które w znakomitej części szlifują ją w Calpe. Zresztą jeśli chcecie spotkać kolarzów całego świata to ta hiszpańska miejscowość jest teraz najlepszą ku temu okazją. Wszyscy są teraz w Calpe!

Wszystkie zimowe poranki świata / fot. greten

Wszystkie zimowe poranki świata / fot. greten

Mła nie jestem, ale po pierwsze primo nie jestem wszyscy, po drugie primo nie żałuję, może trochę zgodnie z wyrażoną przez SZOSĘ myślą, a konkretnie cytatem z Antoniego Czechowa (klik), iż:

„Ludzie nie zwracają uwagi na to, czy jest zima czy lato, kiedy są szczęśliwi”.

Wsiadam na bajka, przedzieram się przez śniegi, wystawiam twarz na mróz i wracam do domu z szalejącymi pod kaskiem endorfinami, nad których entuzjazmem niekiedy trudno zapanować. Nieokiełznane takie… Każdemu, komu niestraszne niskie temperatury i rzekomo niesprzyjająca aura polecam takie ekscesy. Ale jak kto nie lubi chłodów i zimna to nie, to Calpe zdecydowanie lepsze. Nic na siłę. Frajda z jazdy przede wszystkim, żadnych mi tu martyrologii, poświęcenia i bohaterowania.

Na szosie

A tymczasem w kobiecym peletonie. Kto wiedział, że Marta Lach, od tego sezonu zawodniczka MAT Atom Sobótka, lubi grać na trąbce? (klik). Ha! Taki Miles Davis kobiecego kolarstwa. Lubię i twórczość znakomitego jazzmana, i to, w jakim stylu Marta jeździ i zwycięża. Świetna kolarzystka! Trzymam kciuki za jej dobry sezon w nowym teamie, a że trafiła w dobre, mądre trenerskie ręce Pauliny i Pawła, spokojna jestem, że będzie to dla niej dobry sezon.

Dobry będzie zapewne i dla Kasi Niewiadomej (klik), która dość ma trochę pytań o to, czy tu lub tam lub jeszcze owam jedzie po medal. Jak podkreśla, w każdym wyścigu, w którym startuje daje z siebie wszystko, nie oszczędza się, atakuje. Dla niej ważne jest nie tyle zwycięstwo, miejsce na pudle, co poczucie, że wykonała właśnie kawał dobrej roboty. Pojechała najlepiej jak tego dnia pozwoliły jej możliwości organizmu. A podium, jeśli jest, stanowi miłą nagrodę za ten trud.

W kolarstwie, w sporcie, wszystko się może wydarzyć i to nie jest tak, że będzie dokładnie tak jak sobie zaplanowałeś. Można mieć super dzień, formę, a na ostatnim podjeździe złapać kapcia i do widzenia. A potem są pretensje. Nie chcę mówić, że jadę po medal, wolę spokojnie się przygotować, robić swoje i na wyścigu dać z siebie wszystko

Taką mam refleksję z kilku spotkań z Kasią, które mnie się przydarzyły i były zarazem wielką przyjemnością, jak i sympatycznym wielce przeżyciem, że to jest zawodniczka, która zna swoje silne i słabe strony. Co bardzo ujmuje i budzi podziw (choć Kasia akuratnie uważa, że to zwyczajne i oczywiste), wciąż pracuje nad swoimi od natury danymi zdolnościami, jak i niedostatkami w umiejętnościach. Że Kasia jest góralką, wiadomo. Że jest leciutka, a jej wątła budowa nie pozwala jej dobrze jeździć na czas, także wiadomo. Czy to znaczy, że Kasia nie będzie jeździć na czas? Widzieliście Mistrzostwa Świata w Richmond i wyścig drużynowy? Kasia dojechała do mety, nie strzeliła. A i teraz wraz ze swoim teamem trenuje wytrwale do czasówek (klik). Na filmiku pod tym linkiem jedzie pierwsza na zmianie. Taka Kasia jest!

Zdaniem kolarzystycznych fachmanów bez naturalnych predyspozycji poprawić można jazdę w czasówkach o ok. 20 proc. Ale można. No i to przeca bardzo dużo jest.

Silne, uparte, wytrwałe, solidne, pracowite te nasze dziewczyny. Gosia Jasińska na pewno taka jest. Przeprowadzałam z Gosią wywiad dla SZOSY w październiku 2015. Tego dnia nagraliśmy też podcast, który można odsłuchać pod tym linkiem (klik).

Potwierdziły się moje przypuszczenia, że Gosia jest zarówno znakomitą zawodniczką, jak i świetną, sympatyczną dziewczyną. Cenię jej bezkompromisowość, szczerość, to, że mówi, co myśli. Jej wytrwałość, upór, pracowitość. To charakterystyczne mrużenie oczu, które zapowiada walkę do samego końca, choćby ją sam diabeł chciał powstrzymać (a lepiej, żeby jej wtedy nie wchodził w drogę).

Duża przyjemność patrzeć, jak utalentowana i niezwykle pracowita zawodniczka otwiera się, zaczyna wierzyć w siebie i wygrywać. Bo już ostatnio (klik) wspominałam, że w Argentynie pojechała znakomicie. Ale i ten sezon zapowiada się dla niej… Dobra, więcej nie napiszę, żeby nie zapeszyć. Do wysłuchania rozmowy z Gosią raz jeszcze zapraszam (klik). Do trzymania za nią kciuków zachęcam.

Na torze i w przełajach

Nowy rekord świata w jeździe godzinnej na czas ustanowiła Australijka Bridie O’Donnell, która przejechała w godzinę 46,882 km (klik). Całkiem niedawno, bo we wrześniu 2015 roku Amerykanka Molly Shaffer van Houweling, z zawodu prawnik, po raz pierwszy od lat przesunęła granicę kobiecych możliwości w godzinnej jeździe do dystansu o 609 metrów krótszego od osiągnięcia Bridie (46,273 km), która z kolei z zawodu jest chirurgiem ortopedą, znaczy ortopedą traumatologiem (a wiem z pieczątek, którymi opatrzone są wypisy ze szpitala kolarzystów po kraksach…). Obie panie są już po czterdziestce. I to jest, przyznaję, bardzo dobra wiadomość.

Nasza Gosia Wojtyra zasię założyła różowe skarpetki w kropki, którymi ekscytował się m.in. Voxwomen (klik) i wystartowała w Revolution Cycling Series w Manchesterze (klik), gdzie wywalczyła dwa trzecie miejsca – w wyścigu punktowym i w wyścigu eliminacyjnym. O eliminacyjnym mawia, że to jest hardcore, a jednocześnie w wywiadzie, którego udzieliła mnię do SZOSY (klik) powiedziała:

Pomimo tego, że eliminacyjny jest taki hardkorowy to zaczynam go lubić, bo coraz lepiej się w nim odnajduję. Zaczęłam jeździć bardziej zdecydowanie, bojowo i nie pozwalam, by mi się ktokolwiek wepchnął. Ale wciąż pewnie pozostanie najbardziej stresujący.

W przełajach dzisiaj odbyła się ostatnia odsłona Pucharu Świata przed Mistrzostwami Świata, które rozegrane zostaną w następny weekend, czyli w dniach 30-31 stycznia w belgijskiej miejscowości Zolder. W skład naszej kobiecej reprezentacji wchodzą Olga Wasiuk (elita kobiet) i Rita Malinkiewicz (młodzieżowiec). Dobre zawodniczki, ale nie ma ich w zestawieniu kolarzystek, które redaktorzy portalu prowadzonego dla UCI typują na przełajowe mistrzynie świata (klik).

Szkoda, ale ponieważ przełaje zdają się w Polsce zyskiwać na popularności liczę, że to się za czas jakiś zmieni, że i nasze zawodniczki stawać będą do walki o czołowe pozycje w wyścigach światowej rangi. Tego im życzę, za to trzymam kciuki, zasię teraz zaciskam paluchy za dobry start Olgi i Rity. Mimo wszystko wierzę w nie i kibicuję im z całych sił.

greten

Rozdarta między torem a przełajami wrzucam dwa filmiki. Eliminator z Gosią Wojtyrą i jej różowymi skarpetowskimi. Wiadomo, że #różowenajszybsze:

Ostatnia odsłona przełajowego Pucharu Świata w Hoogerheide, gdzie walka była po prostu piękna. Piękna!