Nasza kadra wygrzewa młode, rześkie, silne, wysportowane i wypoczęte po przerwie i okresie przejściowym kości w Calpe, trenując wytrwale do wyzwań sezonu 2016, w Polsce nie byle jakie mrozy i śniegi, ale się jeździ się, a w Argentynie deszcz. W zasadzie te trzy njusy zamykają przegląd najważniejszych wydarzeń tego tygodnia w kobiecym peletonie.

Nasze dziewczyny szaleją w ciepłej Hiszpanii również po sklepach spożywczych (klik), ale nie mam żadnych obawień, że pójdzie im w biodra. Jak je znam trenują tam solidnie na wskroś (klik). Z sił całych już teraz trzymam kciuki, żeby każda z nich z osobna, i wszystkie razem, jako kadra, miały bardzo dobry sezon. Zwłaszcza że kadrowych wyzwań trochu w tym roku będzie. Oprócz mistrzostw świata, w których wciąż liczę, że zdobędą medal – jeśli nie w tym roku, to w którymś następnym, poszczekam – czekają je Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Podczas imprez rangi światowej pokazały już, że tworzą zgrany team, więc i brazylijski serial mogą rozegrać umiejętnie na wskroś…

Dobra, nie uprzedzajmy faktów, nie wywierajmy presji. Że są walczaki, te nasze dziewczyny, wiadomo. Bez walki na pewno się nie poddadzą. W każdym razie trzymam kciuki. A, no przecież, że już o tym pisałam.

Z wrodzonym zapewne optymizmem Gienia Bujak dla portalu kolarsko.com pisze i o IO, i o Tour de Pologne (klik):

Mój najważniejszy cel to przebrnięcie przez kwalifikacje i występ na Igrzyskach Olimpijskich w Rio. Tam życiowa forma i wspólna walka o medal dla kraju! Po drodze chcę rozpocząć dobrą jazdą wiosenne ściganie. Maj to czas na chwile oddechu, a później przygotowania do docelowej imprezy. Kobiecy Tour de Pologne oczywiście z BTC City Ljubljana!

A poza tym o jeszcze kilku kwestiach ze swojego kolarskiego życia, które ciekawskie są wielce, więc polecam zajrzenie pod link i poczytanie, co tam u Gieni słychować.

Do regularnych treningów wraca Paulina Guz (klik). Nagromadzoną przez czas przymusowej bezczynności energię wykorzystuje wyraźnie na psucie przyrządów sportowych. Śtraśnie mnię rozbawiła swoim wpisem. A że to fajna dziewczyna, i równie świetna zawodniczka, mam nadzieję, że wkrótce wróci na szosy i do ścigania przez duże „ś” (czy raczej „Ś”). Brakowało jej bardzo w minionym sezonie.

W Argentynie Małgosia Jasińska szaleje w Grand Prix di San Luis, czyli po prostu wygrywa pierwszy w tym sezonie wyścig po pięknej ucieczce, o czym pisze na swojej stronie (klik):

Odjazd już na 8 km, pokonywanie pozostałego dystansu we dwie, zgodna współpraca, naciskający nas peleton na ostatnim okrążeniu i wielka chęć zwycięstwa sprawiły, że wszystko staje się możliwe jeżeli się tego bardzo chce, a noga nie jest jeszcze w 100% gotowa.

A zapowiadała w rozmowie z SZOSĄ (klik), że tak będzie. Że powalczy. Teraz jeszcze Tour Femenino de San Luis, etapówka, w której ekipa Małgosi, Alé Cipollini Team, radzi sobie jak na razie very, very dobrze.

A w zimowej Polsce, konkretnie w Lublinie, rozegrane zostały przełajowe Mistrzostwa Polski (klik) (9-10 stycznia 2016), w których Olga Wasiuk nie pozostawiła wątpliwości, kto jest królową błotnego kolarstwa w kraju, a z których zasadnicza konkluzja, sądząc po zdjęciach, jest taka, iż chyba przełaje przeżywają coś na kształt renesansu. No, renesansiku. Choć czy one w kraju nad Wisłą były kiedyś popularne tak do imentu? Jeśli nie, czas najwyższy! Czemu także, jak wielu innym kolarzystycznym kwestiom, kibicuję.

greten

Małgosia Jasińska w Argentynie pokazuje jak się wygrywa. Tak o: